Po gryfie na utwór

Do wyboru w trakcie występu jest 12-cie lub 6-ść strun! W zestawie znajduje się  egzoszkielet odciążający nacisk na kręgosłup oraz kroplówka pompująca minerały, których niedobory mogą się pojawić przy wzmożonym wypacaniu, zwykle idącym w parze z wysiłkiem fizycznym. Niewiele już pozostaje miejsca na sztukę w takim kombinacie organizacyjno-logistycznym 😉

5gitarkol

Reklamy

Czarna kawa i black metal z Portugalii. Słowo na poniedziałek.

W poszukiwaniu coraz to nowych ożywczych dla ducha kombinacji, odkurzyłem stary, nadgnity zębem czasu i wygnieciony materiał portugalskiego DECAYED „In Lustful Mayhem”. Chciałbym tym samym wzmocnić w nielicznych, czytających te słowa poczucie nadciągających zmian i zachęcić by korzystali ze zgromadzonych na WITCH KVLT bogatych zbiorów z dziedziny metodologii dodawania ostrza do życia…


Decayed


Czarna kawa i więzienny chleb. Czarna kawa oraz DECAYED. Jedno nakręca drugie…  Płyta rozpoczyna się Prologiem, do którego dołączona jest notatka

“The hottest places in hell are reserved for those who in the face of iniquity choose to remain neutral.”
Dante

Najgorętsze rejony piekła są zarezerwowane dla tych którzy swoją niegodziwość przykrywają neutralnością.  Jaka piękna kontynuacja innego znanego powiedzonka divide et impera [dziel i rządź] – „stara i praktyczna zasada rządzenia polegająca na wzniecaniu wewnętrznych konfliktów na podbitych terenach i występowaniu jako rozjemca zwaśnionych stron.” Metoda stara jak świat i znana nam przede wszystkim z praktycznego zastosowania w Polsce przez grupy zagraniczne z dużym kapitałem i chłodnym pokerowym podejściem.


Potem przychodzi utwór tytułowy.  Mamy rok 1995 utrwalony w brzmieniu gitar, przesterach, werblu i klawiszach w tle. Wokal skrzeczy: Voluptuous female I’ll possess you / In lustful mayhem„. Słuchamy, oglądamy okładkę, jeszcze dorabiamy kawy. Musi się dziać! Wszystko to jest jedynie przystawką dla GENIALNEJ przeróbki niby-oklepanego, bo granego przecież na okrągło i przez wszystkich, utworu SODOM „BLASPHEMER”. Ta wersja jest niesamowita i konkuruje z samym oryginałem o palmę wiarygodności i plakietkę „true black”. Potem przychodzi inny, ale równie mroczny cover VENOM, czarny i dynamiczny niczym węgiel aktywny „Witching Hour”. Na koniec „Epilogue” pt. „Piekielne czeluście Hadesu”. 


EP-ka wydana przez portugalski Skyfall Records. Działający w okresie 1995-1998 i wydający UWAGA jedynie portugalskie zespoły a więc jak by to powiedziano dzisiaj FASZYŚCI pełną gębą! ;D Pozdrowienia dla wszystkich wspierających lokalny biznes.

Grandma knows best… WASP dzisiaj a wczoraj. Kilka przemyśleń o tzw. „życiu po życiu”.

Znałem jednego głupka/protestanta (a nie brakuje takiego połączenia w naszym Kraju), który opowiadał, jak był na kościelnym spotkaniu z nawróconym już na „biblistykę” wokalistą zespołu KORN. Ów wokalista, w ramach nauk z ambony, ze smutkiem wspominał… że najlepsze czasy to były kiedy grał metal na maksa i ćpał i chlał do oporu – to się nie wróci – ponoć dodawał w zamyśleniu i ze smutkiem.


wasp4


Kilka dni temu w kieszeni swoich starych spodni od garnituru z bierzmowania 😉 znalazłem kostkę gitarową z logo WASP. W mig poszukałem co tam nowego Blackie nam wysmażył przez ostatnie lata. Szczere zainteresowanie jego twórczością traciłem na przestrzeni lat w miarę degeneracji jego zdrowego rozsądku i gustu muzycznego przez narastającą i postępującą w twórczości WASP chrystianizację. Teraz nadrabiam… płody jego muzycznej tułaczki – bonanzą po teksańskich stepach. Płyta „Golgotha” z 2015 i „Babylon” z 2009, które jakoś mi umknęły. Przyznam, że o „Dominator” z 2007 też jakoś się jedynie bezrefleksyjnie otarłem., nie chcąc wgłębiać się w smuteczki jakie dzisiaj (tj. po roku 2000) opowiada nam Blackie.

Współczesny WASP to trochę jakby spotkać starego znajomego i nieopatrznie zapytać go „co tam słychać”. W zamian momentalnie, jak z rękawa, dostajemy do obejrzenia, zdjęcia rentgenowskie jego złamanej kostki, słuchamy historii o tym jak wycinano mu zgorzel, bo zgaga nie dawała mu już oddychać, pocił się krwią a śpiączka atakowała go w najmniej oczekiwanych momentach, np w kiblu, gdzie budził się na posadzce, ale już kilka minut za późno, by normalnie się ogarnąć po czynnościach fizjologicznych… Następnym razem dwa razy się zastanowimy zanim zapytamy o „nowe/stare wieści” 😉

A są to właśnie takie smuteczki, o których marudził, wspomniany na wstępie, wokalista KORN. Podświadomie żali się: „było super, ale schrzaniłem sprawę.” W takim razie dlaczego się nawróciłeś? Zmieniłeś poglądy? NIE! –Wątroba nie dawała rady i musiałem się wycofać i wtedy ONI mnie przyjęli, bo nie chciałem być sam. Czy też jak w przypadku Peta Commando Sandovala aby wyjść z ćpania musiał wejść w inne szambo.

…I tak gra nam dziś WASP… podróżuje po dobrze ubitych bocznych drogach, ale i także tych asfaltowych muzycznych poboczach autostrad, swoją karocą. Wymijają go motory, harlejowcy, furmanki… Wyprzedzają rowerzyści. W muzycznym worze pokutnym idzie przez świat Blackie. Idzie Grześ przez wieś. Tak jakby do dziś nie mógł się pozbierać po szalonych  latach 80-tych. Zjawisko podobne do tego jak kończą wszyscy ci którzy z różnych przyczyn zostali nagle odłączeni od kroplówki z adrenaliną. Tułacze bokserzy, piłkarze alkoholicy. Skąd my to znamy…

Jak się okazuje sprawne zarządzanie gospodarką adrenalinową w organizmie to podstawa higieny mentalnej – sprawnego balansowania między euforią a depresją!



 

Dania to nie tylko Kim Petersen

Duński zespół punk-rockowy LOST KIDS przykuł moją uwagę, po tym jak kolega podesłał mi linka z muzyczną pocztówką. Człowiek tak bardzo by chciał żyć dniem dzisiejszym i cieszyć się zespołami A.S. 2018, ale pojawia się taki LOST KIDS, gdzieś zza grobu i cóż… Całe to nowoczesne granie wypada przysłowiowym drugim uchemszlag je trafia i słuch po nim ginie…


Lost Kids


Ktoś powie: „no, nawet fajne, takie do przytupu„, to powiem wtedy takiemu pantoflarzowi-blackmetalowcowi, który NAWET NIE MOŻE WYJŚĆ NA DWÓR BEZ ZAPYTANIA MAŁŻONKI, że „fajny” to jest być może on i jego komercyjny NS Black WAR Metal, którego słucha na słuchawkach w ukryciu we własnym domu, żeby teściowa nie słyszała.  …A tej muzyki po prostu nie czuje, bo o ile jakiś „przytup” pojawia się w punku z końca lat 70-tych, jako efekt uboczny, to cała gama innych odczuć, sentymentów i jakiejś nostalgii ulicznej stanowią tu sedno.

Kto nie zaznał losu ulicznika i włóczęgi, bo już od urodzenia miał dożywotni szlaban i nie mógł wychodzić „na dwór” czy „na pole”… Zresztą, nie ma co się produkować… Niewolnik nigdy nie zrozumie człowieka wolnego. Nie ważne czy to lata 80-te, czy rok 2018-ty.



Zespół LOST KIDS ponoć długo nie pociągnął w związku z częstymi zmianami składu, w związku z częstym nadużywaniem narkotyków (czego nie popieramy). Nagrali i tak sporo, bo aż: 4 EP oraz 2 LP.